Też tak macie?
Pozornie mam wszystko. Mam męża, dzieci. Mam pracę, o której marzyłam ale nigdy nie sądziłam że mi się uda. I ta praca wysysa mnie teraz jak pustynia wodę (dzięki ci Polski Wale). Mam dom, który nigdy nie będzie chyba tak naprawdę moim domem. Mam charakter paskudny i rozchwiany. Mam skłonność do nałogów ale im nie ulegam, bo przecież nie wypada. Mam więc wyczystko czego powinna chcieć współczesna kobieta, by czuć się spełniona, a jednocześnie czuję, że nie mam tego czegoś w duszy. Mam tam dziurę, tę część ciemnej strony mocy która pochłonęła Anakina Skywalkera, zaklęcia zakazane w Hogwarcie i laleczkę woodoo z moją podobizną w którą sama wbijam szpilki. Mam brak miłości do samej siebie, łacinę podwórkową której ostatnio nadużywam. Mój starszy syn odziedziczył ten brak miłości po mnie - myślę, że tak samo jak ja czuje, że jest owocem obowiązku małżeńskiego. Wtedy jeszcze nie umiałam pokochać dziecka, które łaskawie dał mi los i on to czuje. Każdego dnia uczę się go kochać, al...